O MIŁOŚCI NA WSI I MIŁOŚCI DO WSI

O MIŁOŚCI NA WSI I MIŁOŚCI DO WSI

Udzielanie wywiadów w brew pozorom nie jest wcale łatwe… Chyba nigdy nie zapomnę swojej pierwszej rozmowy z Pauliną Grabarą z Into Passion… kiedy to lekko drżącym głosem próbowałam opowiedzieć o swoim pomyśle. Ostatnio było trochę inaczej… Rozmawiając z Adamem Pudą powiedziałam mu tak: „póki co dla mnie każda jedna rozmowa jest wielkim wyzwaniem, spotkaniem różnych osobowości. Zawsze wyobrażam sobie i zaprzątam głowę jak to będzie wyglądać. Tym razem było trochę inaczej. Postanowiłam nie zastanawiać się i iść na “żywioł” no i nie mogłam się doczekać tej rozmowy. Zdarzyło nam się kilka razy porozmawiać i wiem, że przygotowania na nic by się nie zdały. Mam nadzieję, że będzie to jeden z ciekawszych wywiadów.”

Nie sposób nie zauważyć, że z góry nastawiałam się na ciekawą rozmowę… i tak też stało się! Rozmowa z Adamem była czymś więcej i wyszła poza ramy Mobilnego Spa. Co ciekawsze z Adamem poznałam się przypadkiem. Ale czy na pewno? W końcu wyznaję zasadę, że nic przypadkiem się nie dzieje! Cieszę się ogromnie, że nie bez przyczyny się poznaliśmy, polubiliśmy i porozmawialiśmy. Was także zapraszam do lektury – trochę innej niż wszystkie, lekkim i zrozumiałym językiem pisanej.

O miłości na wsi i miłości do wsi. O wiejskim Spa dla którego inspiracji nie trzeba było szukać daleko. Także o urodzinach premiera i premierowym masażu krowy Miśki…

Zapraszam do lektury:

Adam Puda: Cześć Natalio, przymierzałem się od kilku tygodni do tej rozmowy, bo tak jak Ty i Twój projekt,
tak i ona musi być inna…

Natalia Żyro: Hej póki co dla mnie każda jedna rozmowa jest wielkim wyzwaniem, spotkaniem różnych
osobowości. Zawsze wyobrażam sobie i zaprzątam głowę jak to będzie wyglądać. Tym razem było trochę
inaczej. Postanowiłam nie zastanawiać się i iść na „żywioł” no i nie mogłam się doczekać tej rozmowy. Zdarzyło
nam się kilka razy porozmawiać i wiem, że przygotowania na nic by się nie zdały. Mam nadzieję, że będzie to
jeden z ciekawszych wywiadów.

AP: Dziś Premier Tusk kończy 57. lat, gdybyś mogła mu wysłać kartkę z życzeniami, co by w niej znalazł?

NŻ: (śmiech) A to dobre. Wiesz na co dzień życzę ludziom wszystkiego co najlepsze i tak też jest w tym
przypadku. Polityka średnio mnie interesuje, aczkolwiek od tego „stadka”, które zarządza naszym krajem wiele
zależy. Dobrym przykładem są młodzi ludzie licznie wyjeżdżający za granicę za pracą a tym samym za kasą.

AP: Właśnie, do tego zmierzałem. Co robiłaś 1 maja 2004 roku?

NŻ: Miałam weekend majowy, jak każdy z nas To był też rok w którym miałam maturę, więc pewnie relaksu
nie było zbyt wiele…

AP: Pytam ponieważ prawie 10 lat temu weszliśmy do Unii Europejskiej. Wielu młodych ludzi wówczas
wyjechało na saxy. Ty nie tylko nie wyemigrowałaś, ale nawet drobna migracja Cię nie specjalnie interesuje.
Jesteś „wieśniaczką” z wyboru i jeszcze potrafisz na tym zarobić.

NŻ: No, jestem wieśniakiem… nie da się tego ukryć. Miałam też przyjemność przez prawie rok mieszkać w
Amsterdamie. To piękne miejsce do którego niejednokrotnie wracam wspomnieniami, ale mimo wszystko i to
mnie nie przekonało. Dużą barierą był też dla mnie język, za to ogromnym plusem niezależność.

AP: Jaka siła kazała Ci zawędrować do pomarańczowego kraju?

NŻ: Miłość.

AP: Przetrwała?

NŻ: Nie, rozstaliśmy się kilka lat temu. Spędziliśmy razem całą młodość, bardzo zresztą piękną czasem też
burzliwą.

AP: Ale dziś jesteś piekielnie zakochana. Z tego co wiem, to nie tylko natura i jej bliskość, ale także, a może
przede wszystkim „On” daje Ci inspirację, także tą zawodową.

NŻ: Tak, to prawda. Zrobiłam bardzo duży krok w przyszłość. Stałam się pewniejsza swoich marzeń i pomysłów.
Waldek pcha mnie do przodu każdego dnia i wiem, że często robi to celowo. Z każdą, czasem najdrobniejszą
pierdołą zwracam się najpierw do niego. Jest ode mnie kilka lat starszy, ma też duże doświadczenie za sobą.

AP: Potrzebujesz motoru do działania, czy po prostu to brak wiary w siebie?

NŻ: Wiesz, wydaje mi się, że to brak wiary, chociaż z każdym dniem zmienia się to na lepsze. To też nie jest
tak, że trzyma mnie za rękę. Uzupełniamy się. Gdyby nie pomysł, który rodził się w mojej głowie latami i wizja
całości, nie było by mnie w miejscu, w którym teraz jestem. Obrałam drogę dążenia do celu małymi krokami.

AP: Właśnie, dałaś tej branży coś… innego. Coś co stale rozwijasz. I chyba jest na to popyt, skoro w Święta
nie leżałaś z pilotem w ręku, tylko pracowałaś.

NŻ: Nie mam dzianych rodziców ani żadnego majątku, więc musiałam obrać taki a nie inny system. To jeszcze
nie do końca hula tak jak to sobie wyobrażam, wielu ludzi nie wie nawet o moim istnieniu.

AP: To może uporządkujmy. Czym dla Ciebie jest SPA?

NŻ: Dla mnie to forma relaksu i harmonii między duszą i ciałem. Gdy „dusza” jest przemęczona i przeforsowana
ciało nie będzie wyglądać pięknie. Musi być między tym wszystkim równowaga. Myślę, że każdy z nas
lubi czasem uciec w „przestrzeń”, choćby przespacerować się czy przebiec. Natura w Spa dla mnie jest
nieodzownym elementem. Poza tym ona była pierwsza. Niezależnie od naszego widzi mi się, nie jesteśmy w
stanie wpłynąć na jej przebieg. Za to możemy ją szanować i cieszyć się jej pięknem. Myślę, że każdy znajdzie w
niej coś, co go zachwyci. Dla jednych będzie to kolor, dla innych zapach, może ćwierkanie ptaków a może po
prostu nicość…

AP: O otoczeniu za chwilkę porozmawiamy. W pracy każdego masażysty zdarzają się przeróżne i przedziwne
przypadki. Ja, gdy praktykowałem „na etacie” miałem kiedyś wątpliwą przyjemność masowania pana, który
z godzinnego masażu przez jakieś 40 min mówił mi o tym jak… on nienawidzi masażu a leżu tu, bo żona mu
voucher kupiła i czeka za drzwiami!

NŻ: (śmiech) No tak, zawsze znajdzie się jakiś ewenement. Zresztą pracując stricte w branży Spa trudno
przewidzieć, kto za chwilę na ten masaż wpadnie. Ale jestem ciekawa, czy jak ten pan tak sapał przez 40 minut,
próbowałeś go za wszelką cenę wymasować bo za to zapłacił? Może dla niego większym relaksem była ta
rozmowa?

AP: Byłem młodym masażystą i trochę mnie to bawiło, ale z drugiej strony chciałem robić swoje. A że
zawsze byłem dość skutecznym sprzedawcą (śmiech) to facet nie tylko wyszedł uśmiechnięty, gdy udało się
go „wciągnąć” do świata Spa, ale kupił pakiet masaży dla żony i dwie świeczki. Po tygodniu przyjechali razem
i zapisał się na kolejny masaż, 30 minutowy co prawda, ale to już był sukces. Gdybym wtedy poddał się i
skończył tylko na rozmowie, nie dałbym mu szansy na wejście do świata z którego sam pochodzę.

NŻ: Czyli jednym słowem mówiąc oczarowałeś go. W mojej praktyce też zdarzają się osoby, które po raz
pierwszy wpadają na masaż. Moim zdaniem to nie lada wyzwanie. Trzeba przeprowadzić go tak, żeby nie
spieprzyć i nie przerazić człowieka raz na zawsze, bo od tego zależne będzie to czy wróci jeszcze kiedyś na
masaż. Zazwyczaj osoby, które są masowane po raz pierwszy potrzebują nieco więcej uwagi i rozmowy.

AP: A gdybyś Ty miała przypomnieć sobie swój jakkolwiek to zabrzmi – najdziwniejszy zabieg, co by to było?

NŻ: Wiesz, te moje zabiegi już w ogóle mnie nie dziwią. Ale totalną abstrakcją był masaż w wykonaniu krowy
Miśki…

AP: Widziałem zdjęcia, fakt to było delikatnie mówiąc niecodzienne. Jak do tego doszło, że krowa stała się
postacią pierwszoplanową?

NŻ: To było całkiem przypadkowe i niezamierzone. Pojechałam do pobliskiej agroturystyki na masaże w
plenerze. Na łące nieopodal wypasały się krowy. Widok mnie zachwycił…

AP: A i zapach mógł onieśmielić (śmiech)

NŻ: To były początki mojej działalności i promowania pleneru więc pomyślałam, że fajnie było by mieć jakieś
zdjęcie wśród pasących się krów. Chciałam zaangażować kolegę, żeby mi w tym pomógł i cyknął kilka fotek, ale
niestety nie mógł. Zaangażował jednak w tę akcję Gości, których chwilę wcześniej skończyłam masować. Na
stole chcąc nie chcąc ja się położyłam, no i się zaczęło… Miśka, bo tak ma na imię ta krowa, zaciekawiła się co
jest grane. A że było lato, byłam po dwóch masażach w plenerze i moje ciało było dla takiej krowy smaczniejsze
niż trawa, wkręciła się w akcje. Widocznie potrzebowała uzupełnić braki soli w organizmie. (śmiech) Po chwili
takiego „masażu” łopatkę miałam zdartą do krwi.

AP: Miśka masowała do szpiku kości…! (śmiech)

NŻ: Innym ciekawym masażem był masaż w wieeelkim stogu siana. Stóg znajdował się w Glendorii centralnie
na przeciwko Glamp-namiotu, w którym masowałam gości. Można było wejść do środka i działać. Ale tą kwestię
wykorzystaliśmy głównie na potrzeby sesji zdjęciowej.

AP: To były początki. Dziś jesteś dużo bardziej doświadczona i także sporo potrafisz przewidzieć. Jak ważnym
etapem dla Ciebie jest „Lawendowe Pole” Opowiesz o nim?

NŻ: Wokół mnie jest bardzo dużo kreatywnych osób, a wśród nich Asia (Przypis autora: właścicielka
Lawendowego Pola). Każda jedna ciekawa i kreatywna jednostka jest inspirująca… tak samo jest z Asią i jej
Lawendowym Polem. Miałam nawet kiedyś przyjemność podziałać na Lawendowym Polu. Pomagałam Asi
zarówno w domu jak i na poletku. Lawenda to piękna roślina. Zarówno jako ozdoba ale także jako zioło. Ma
mnóstwo właściwości leczniczych. Wbrew pozorom jak się przebywa w jej pobliżu przez kilka godzin naprawdę
można się nieźle wyciszyć i uspokoić.

AP: Pracujesz teraz nad nowym przedsięwzięciem. Budowa ruszyła, szkielet stoi, co to będzie?

NŻ: Co do nowego projektu to jeszcze trochę tajemnica, ale opowiem Ci w skrócie. Od roku współpracuję z
Glendorią. Mimo iż to było dość przypadkowe spotkanie bardzo się polubiliśmy. Oni byli zainteresowani moim
działaniami, a my ich miejscem.

AP: Nie wszyscy wiedzą co to jest ta Glendoria.

NŻ: Masz rację Adam. Glendoria to pierwszy w Polsce Glamping, czyli miejsce, gdzie znajdują się duże namioty
przypominające gabarytami domki letniskowe, które można wynająć. W takim namiocie jest wszystko właściwie
co potrzeba: piękna sypialnia, „koza”, w której można sobie napalić jak jest chłodniej, łazienka, duży taras.
Namiotów jest już w sumie sześć.
Jest też piękna stodoła do dyspozycji gości w której podawane są posiłki. Jest barek, biblioteczka, można też
obejrzeć sobie film, albo posiedzieć wygodnie i po prostu się polenić

AP: Co Cię łączy zatem z tym miejscem i jaki ma to związek z nowym projektem?

NŻ: W ubiegłym roku podjęliśmy współpracę i do mojej dyspozycji był jeden namiot. Tam przeprowadzałam
wszystkie zabiegi niezależnie od pogody. Na potrzeby Glendorii zmodyfikowaliśmy trochę ofertę i dodatkowo
oferowaliśmy kąpiele w tych pięknych żeliwnych i blaszanych wannach, które widnieją na naszych zdjęciach.

AP: Póki co pogoda może spowodować, że nawet w sezonie nie napracujesz się zbytnio. Ten pomysł ma to
zmienić jak mniemam..?

NŻ: Dokładnie tak. A wracając, już jakiś czas temu wiedziałam jak to ma mniej więcej wyglądać, starając się
jednocześnie jak najmniej ingerować w przyrodę i dając ludziom jak najwięcej swobody i poczucia tej naturalnej
przestrzeni. Teraz roboczo nazwany przez nas Park Spa będzie przeniesiony w trochę inne miejsce, ale nadal
pozostanie to teren Glendorii.

AP: Jakie zabiegi będziesz w nim oferować klientom?

NŻ: Znajdzie się tam miejsce na masaż, saunę, balie, wanny, ale także kino i chillout.

AP: Jak dojechać do tego miejsca, bo zdaje się, że tam nawet bocian pionowo startuje (śmiech), ale chyba o
to właśnie chodzi?

NŻ: Do Ględ prowadzi asfalt, następnie jedzie się kawałek polną drogą i jesteś na miejscu. A do Parku będzie
ścieżka. Chcemy też do Parku zapraszać ludzi z zewnątrz zatem kwestia infrastruktury jest istotna.

AP: Wiesz pytam, bo kilka lat temu na Pojezierzu Brodnickim powstało dość ciekawe Spa. Dojazd tam to
jeszcze pół biedy, ale dokoła i w najbliższej okolicy, gdy tylko popada deszcz, robi się raj dla ludzi z przystanku
Woodstock… Nie wychylisz się z domku bo popłyniesz z falami błota. A w takim wypadku bezdroża przestają
cieszyć a zaczynają solidnie dokuczać.

NŻ: Staram się do życia podchodzić z dużym dystansem i nie panikować na wyrost. Wszystko co robię jest wciąż
dużym eksperymentem ale jeśli się tego nie sprawdzi i nie przekona nie będziemy o tym wiedzieć.

AP: Co robisz zimą?

NŻ: Zimą jest gorzej. Pierwszy rok był bardzo ciężki, w tym roku się to zmieniło. Poza tym, dodatkowo prowadzę
zajęcia w jednej z olsztyńskich szkół policealnych.

AP: Uczysz młodych ludzi masażu?

NŻ: Uczę tej sztuki ludzi w przeróżnym wieku… są to osoby zarówno młodsze jak i starsze. Obecnie jest to
dziewięcioosobowa grupa z którą super się pracuje. Cieszy to ogromnie, bo to również dla mnie także spore
doświadczenie. Daje od siebie co tylko mogę ale i oni uczą mnie bardzo wiele.

AP: Skoro o szkołach mowa, kiedyś, dostałem propozycję wykładania na uczelni. Kierunek zarządzanie
obiektami Spa i wellness na… szkole bankowej. Poziom kształcenia kadr Spa w Polsce jest żenujący. Skąd to
się bierze?

NŻ: Myślę, że jest to świeży temat, który rozwija się w tak błyskawicznym tempie, że jak nie masz odrobiny
wyobraźni i nie wyjdziesz krok na przód to giniesz i gubisz się. Poza tym wiesz jak to w życiu bywa, pasja często
odłożona zostaje na półkę. Czasem już w dzieciństwie rodzice dbają o nasze wykształcenie i interesy obierając
nam ścieżkę przyszłości. Pieniądz jest niestety najważniejszy, więc nie ma się co dziwić, że szkoły są takie a nie
inne. Brakuje w niej ludzi z pasją i tyle. Nie wystarczy tylko nauczać trzymając się schematów. Trzeba jeszcze
rozmawiać, mówić jak jest. Ja ze swoimi uczniami staram się rozmawiać o wszystkim. Nawet o tym, że jak masz
wszystko na swojej głowie to zdarza się, że i pit dwa miesiące później złożysz.

AP: Skoro pieniądz rządzi światem, to w takim razie troszkę tu nie pasujesz.

NŻ: Może i nie pasuję. I do dziś właściwie trochę jest tak, że cały czas kasa jest na bieżące potrzeby.

AP: Skoro o kasie mowa. Wyobraź sobie taką sytuację…

NŻ: Moja wyobraźnia jest gotowa.

AP: Przychodzi inwestor X i mówi – odkupię Pani pomysł Mobilnego Spa i wszelkie wartości merytoryczne za
milion złotych… (Najprawdopodobniej znam Twoją odpowiedź – No way!) Ale prawda rynkowa jest trudna
– bo albo ruszysz z kopyta bardzo mocno, albo ktoś za chwilę skopiuje Twój pomysł i za free zrujnuje Twoje
marzenia.

NŻ: Masz rację, jestem tego świadoma. Od jakiegoś czasu krąży mi ta myśl po głowie, że albo stawiam wszystko
na jedną kartę albo leżę i pachnę. Stąd też chce wpaść na menagerskie szkolenie Spa Leaders. To, że ktoś
skopiuje mój pomysł nie przeraża mnie tak bardzo, bo to ja pierwsza wyszłam z inicjatywą i z taką ideą. Bardzo
trudno jest budować coś od zera nie mając zaplecza milionów. Z drugiej zaś strony cieszę się, że tak jest. Może
to też przykład dla innych, że można, że jak się chce to jest się w stanie góry pokonać. Ale marki nie chciała bym
sprzedać. Jeśli ktoś będzie zainteresowany proszę bardzo, mogę mu nawet pomóc jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ale chcę, by Madame La Mode pozostała przy mnie. Co najwyżej mogę użyczyć swojej nazwy, wizerunku
jednakże będę dbała o to, by było to w mojej konwencji i na wysokim poziomie.

AP: Jestem wielkim zwolennikiem Twego autorskiego i szalenie ciekawego, przesiąkniętego pasją pomysłu
Mobilnego Spa, zastanawiam się gdzie wg Ciebie będzie lub być powinien projekt Mobilnego Spa za np. 10
lat?

NŻ: Chciałabym rozwinąć na tą markę najbardziej jak się da. Żeby takich miejsc było więcej na terenie naszego
kraju, ale tak jak już wspomniałam wcześniej, chciałabym też żeby zostało to utrzymane w jednej konwencji i
pod jednym szyldem, by wszystko było spójne ze sobą. Fajnie było by też szkolić swoją kadrę i mieć jakąś swoją
szkółkę. Zależy mi bardzo, żeby stworzyć z tego usługę na najwyższym poziomie i udowodnić, że nie trzeba
robić cudów i wciskać wszystkiego co na rynku się pojawi za miliony. W końcu by się odprężyć i zrelaksować nie
trzeba owijać ciała złotem, wystarczy cisza i przestrzeń która nas otacza. Mamy ją na co dzień więc korzystajmy
z tego co piękne!

AP: W National Geographic Twój projekt został opisany pod tytułem „Polska dla hedonistów”. To, co Ty
robisz, jest absolutnie dla ludzi lubiących sobie robić dobrze, dla ludzi mających gdzieś pięć gwiazdek hotelu.
Takich hedonistów potrzebujących spotkania z naturą w esencji. Czy sama jesteś hedonistką?

NŻ: Oczywiście, że jestem jak najbardziej za tym żeby zarówno mi jak i innym było w życiu przyjemnie. Na
co dzień też staram się doszukiwać przyjemności we wszystkim co mnie otacza. Nawet rechot żab mnie
uszczęśliwia. W hotelu ***** nigdy nie byłam, z ośrodków Spa też nie korzystam. Ale chciałabym jeździć po
całym świecie i smakować tych specjałów, szukać dalszych inspiracji. Gdy tylko będzie mnie na to stać będę to
robić, bo uważam to za kolejny etap nauki, niezbędny w moim zawodzie.

AP: Co do smakowania – ponoć specjalnością w Twoim rodzinnym domu jest gęsina. Ja jestem wielkim
zwolennikiem sztuki kulinarnej a o smaku tej gęsiny z Kawkowa krążą już legendy!

NŻ: Tak to prawda. jak to w tradycyjnych wiejskich domach, dieta mięsna to podstawa. U nas często na stole
gości gęś lub kaczka. Tata robi też wędliny, szynki, boczki i kiełbasy.

AP: A sama lubisz gotować?

NŻ: Ja nie przepadam za gotowaniem. Oczywiście jak jest taka potrzeba to coś ugotuję, ale nie mogę
powiedzieć że jestem pasjonatką.

AP: Natalia, dziękuję że znalazłaś czas by porozmawiać ze mną przez te kilka chwil. Moim celem było
pokazanie nie tylko nowości i idei jaka płynie z Madame La Mode, ale także Ciebie jako osoby… naturalnej,
prawdziwej i chyba się udało. Bałaś się ognia pytań, krytyki a jeden z Twoich wyznawców nawet napisał,
że krytyk to ktoś komu w życiu nie wyszło i teraz innych ocenia. Ja życzę Tobie by Mobilne Spa Madame
La Mode stało się wzorem do naśladowania, ale nie dla kopiujących, lecz dla ludzi chcących mieć prawnie
możliwość posługiwania się nazwą Twej marki. Byłaby to piękna kontynuacja budowania pozycji na polskim
rynku, oraz szansa na finansową niezależność.

NŻ: Adam i ja dziękuję bardzo za tą rozmowę. Wiedziałam, że ona będzie inna niż wszystkie… Wyjątkowa i taką
też pewnie na długo pozostanie. Właściwie mogła bym jeszcze rozmawiać i rozmawiać. Cieszę się, że podoba Ci
się pomysł Mobilnego Spa i jednocześnie dziękuję Ci za wsparcie i miłe słowa. A co do określenia słowa krytyk,
powiem Ci tak… wyluzuj!